czwartek, 11 kwietnia 2013

Powzdychane :)

No i po wzdychane. Bruce Lee ponąć mawiał: wygrywaj bez dumy, przegrywaj bez urazy. Ja przekułabym tą drugą część na "rozejdź się bez urazy". No oczywiście pod warunkiem, że ten ancymon (wpisz imię swoje lub eksia) za bardzo nie napsocił.
Mój związek sypał się już od dawna i nie bardzo było mowy o ratowaniu czegokolwiek, więc rozeszliśmy się w pokoju, i choć w życiu tym się tego nie spodziewała, każdemu (kto musi przez to przejść) życzyłabym takiego rozstania.
Przyznam, że myślałam że jestem strasznym bojącym się bólu tchórzem- po bardzo ciężkim  rozstaniu z takim jednym niedobrym typem (będącym niestety podówczas spełnieniem moich marzeń) kiedy 3 miesiące miałam wyjęte z życia, trudno się dziwić :).
Bałam się powtórki z rozrywki, w szczególności takiej (może kiedyś opowiem na ten temat coś niecoś więcej).
 Jednak los (dla jednych znany jako Bóg, dla innych jako przeznaczenie zapisane w gwiazdach, dla jeszcze innych sprawca wygranej w lotto) był dla mnie wyjątkowo łaskawy i przy pewnych staraniach udało się zakończyć wszystko polubownie.

Nowy rozdział w życiu zaczęty, tylko teraz co z nim zrobić?  Pomysłami podzielę się później :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz